Większość sporów o nadgodziny bierze się z jednego nieporozumienia. Wydaje się, że dzień pracy to dzień z kalendarza, więc nadgodziny mogą powstać dopiero wtedy, gdy zostaniesz w pracy dłużej niż osiem godzin. Kodeks pracy liczy inaczej.
Art. 128 § 3 pkt 1 definiuje dobę jako 24 kolejne godziny, poczynając od godziny, w której pracownik rozpoczyna pracę zgodnie z obowiązującym go rozkładem czasu pracy. To jest doba pracownicza i nie ma ona nic wspólnego z północą. Jeżeli zaczynasz o 8:00, Twoja doba trwa do 8:00 dnia następnego.
Konsekwencja bywa zaskakująca. Załóżmy, że masz rozkład od 8:00 do 16:00. W poniedziałek pracujesz normalnie, a we wtorek przychodzisz wyjątkowo na 6:00, bo trzeba zamknąć projekt. Godziny od 6:00 do 8:00 we wtorek należą jeszcze do doby poniedziałkowej, bo ta kończy się dopiero o 8:00. W poniedziałkowej dobie przepracowałeś więc 10 godzin, z czego dwie są nadgodzinami. Wtorek liczy się od nowa i mieści się w normie.
Wcześniejsze przyjście do pracy potrafi kosztować pracodawcę więcej niż zostanie po godzinach. To jeden z powodów, dla których grafik zmieniany z dnia na dzień jest ryzykowny.
Wyjście z tej pułapki daje ruchomy czas pracy. Art. 1401 pozwala ustalić rozkład z różnymi godzinami rozpoczynania pracy albo przedział, w którym sam decydujesz, kiedy zaczynasz. W takim rozkładzie ponowne wykonywanie pracy w tej samej dobie nie jest pracą w godzinach nadliczbowych. Nie wolno przy tym naruszyć prawa do odpoczynku, o którym piszemy w artykule jak liczyć czas pracy.
Sama definicja nadgodzin jest natomiast szeroka. Art. 151 § 1 obejmuje zarówno pracę ponad obowiązujące Cię normy czasu pracy, jak i pracę ponad przedłużony dobowy wymiar wynikający z Twojego systemu i rozkładu. Drugi człon ma znaczenie w systemie równoważnym: jeżeli grafik przewiduje na dany dzień 12 godzin, nadgodzina zaczyna się dopiero po dwunastej, a nie po ósmej.